Mike Yamazaki - rocznik 1983. Pół-Japończyk/pół-Polak, apostoł Etatowców. Uczy języka japońskiego i tłumaczy, opiekuje się grupami japońskimi. Ukończył kurs masażu Lomilominui, tańczy taniec erotyczny i flamenco. Preferuje 100% świadomości: zero alkoholu, papierosów i innych używek, zero niedobrych tłuszczy, prawie zero cukrów - czasem lubi zjeść ciasteczko. Wielokrotny tytuł Mistrzostwa Świata w Byciu Sobą.
Opowiedz mi swoją historię, jak to się stało, że jesteś w Polsce? Urodziłeś się tutaj, czy w Japonii?
Mój ojciec jest dziennikarzem, pracował w dziale zagranicznym. Przed wybuchem stanu wojennego w Polsce, został wysłany do Europy, do Wiednia gdzie czekał na wizę wjazdową do Polski. Otrzymał wizę, kiedy stan wojenny został już wprowadzony. Był pierwszym zagranicznym dziennikarzem, który w tym czasie dojechał do Polski. Z moją mamą poznali się tak, że była jego nauczycielką polskiego.
Urodziłem się tutaj, w Warszawie, ale mając trzy i pół roku przenieśliśmy się do Japonii, razem już z moim małym braciszkiem. Tam chodziliśmy do przedszkola. Co jakiś czas wracaliśmy na trochę do Polski. Po powrocie z Japonii chodziłem przez jakiś czas do szkoły japońskiej tu, w Warszawie. Co roku jeździliśmy regularnie do Japonii odwiedzić rodzinę i tatę, który po zmianach kilku placówek był w Tokio. Potem przez trzy lata był w Moskwie, więc jeździliśmy do Moskwy. Spotykaliśmy się w różnych miastach Europy. Kiedy byłem już w liceum pojechałem do Japonii na prawie rok, tam też chodziłem do szkoły. Liceum skończyłem w Polsce, ale po nim pracowałem przez pół roku w Japonii na wystawie światowej Expo w pawilonie polskim. Mam i miałem cały czas regularny kontakt z Japonią.
Czyli znasz dobrze japoński?
Tak, dogaduje się na luzie.
Odczuwasz swoją inność w jakiś sposób?
Bywa różnie. Wcześniej, kiedy byłem dzieckiem, to wiadomo, o wiele mocniej to odczuwałem. Choć o wiele bardziej „inny“ czułem się w Japonii. W Polsce obracałem się wśród znajomych i zawsze przyjmowali mnie jak swojego. Natomiast w Japonii, mój wygląd różni się od wyglądu typowego Japończyka. Tam się zdarzało, że w sklepie ludzie mówili do mnie po angielsku. Ta odmienność była tam bardziej odczuwalna.
Dopiero niedawno uświadomiłem sobie, po kilku takich seriach, kiedy ludzie mówili; jak ty świetnie mówisz po polsku, czy długo się uczyłeś itd. Że rzeczywiście, trochę się od nich różnię, a właściwie wyróżniam się. Jednak dla mnie jest to coś naturalnego, że mówię normalnie po polsku, mieszkam tutaj, wychowuję się, chodzę do szkoły. Natomiast dla ludzi, którzy mnie widzą, wyglądam jednak bardzo egzotycznie.
A miałeś z tego powodu jakieś nieprzyjemności? Np. przezywali Cię w podstawówce, ganiali za tobą? Polska to jest taki trochę dziwny kraj, egzotyka może razić.
Wiadomo, że za takie nazwisko [Yamazaki] można mieć przechlapane jako dzieciak. Wydaje mi się, że wszystko zależy od tego, co się przyciąga. Jako dziecko miałem niesympatyczne sytuacje, ale starałem się nie zwracać na to uwagi. W domu słyszałem, że mam się tym nie przejmować, to nie zwracałem na nie uwagi. Kiedy byłem w Japonii - taka ciekawostka - kiedy tam jeździłem, dzieci pytały mnie zawsze, jak jest po polsku „dzień dobry“, „dziekuję“, „do widzenia“ itd. A kiedy przyjeżdżałem do Polski, to dzieci pytały o wszelkiego rodzaju przekleństwa po japońsku...
Warszawa jest takim specyficznym miejscem, gdzie jest dużo obcokrajowców, a kiedy jedziesz np. do takiej Częstochowy, do której się wybierasz, to ludzie ci się przypatrują? Zaczepiają? Czy byłeś kiedyś we wschodniej części Polski?
Trudno jest mi powiedzieć, bo znacznie mniej czasu spędzałem w tej wschodniej części, jeśli już to na zachodzie, w Szczecinie mam rodzinę. Wydaje mi się, że jestem przyjmowany z zaciekawieniem. Dla mnie jest to w jakiś sposób uderzające, że ludzie ciągle podkreślają, że dobrze mówię po polsku. Niektórzy mają w zwyczaju pytać: jak tam jest u was?
„U was“- czyli w Japonii?
Tak, w tym sensie. Jestem Polakiem–Japończykiem więc to trochę ludzi dystansuje.
Czujesz się bardziej Japończykiem czy Polakiem, gdzie jest ci bliżej? Jesteś jakoś rozdarty w środku?
Patrzę na siebie jak na dziecko kosmosu, wszechświata. Dawniej bardziej skupiałem się na tym, czy Polska, czy Japonia… Dziś nie ma to dla mnie takiego znaczenia.
Na pewno jeśli chodzi o Japonię, to wydaje mi się, że sam system kulturowo-społeczny sprawia, że ludziom trudno się zaadaptować. Bardzo mocny nacisk kładzie się na reguły, zasady, hierarchię, pokłony, oddawanie szacunku, posłuszeństwo wobec postawionych wyżej. Natomiast sama infrastruktura, komunikacja, jedzenie czy obsługa klienta jest na najwyższym światowym poziomie - tak mi się wydaje.
Bardzo cenię sobie własną wolność i niezależność. A system, który mi narzuca, że mam być komuś podległy lub bardzo sztywno trzymać się jakichś zasad, nie jest dla mnie.
Mocno podkreślasz ten „światowy poziom obsługi…“
Absolutnie jestem przekonany, że tak jest. To wynika też z historii Japonii. Podczas ery Edo, czyli około III wieku, Japonia była odizolowana od świata. Była malutką wysepką, na którą wpuszczano tylko Holendrów lub niektóre chińskie łodzie. Japonia żyła w izolacji od całego świata. Wtedy wprowadzono system społeczny, w którym na samej górze byli wojownicy, druga kasta to rzemieślnicy, a trzecia to chłopi. Na samym dole byli kupcy i handlarze. Handel był uważany, za coś absolutnie brudnego i niegodnego by się tym zajmować. Język japoński też ma trzy formy; jak mówi się do kogoś, kto jest nad nami, do kogoś na równi i do kogoś kto jest pod nami. Pod kupcami już nikogo nie było. I do kogokolwiek by się zwracali, to zawsze mówili do kogoś na górze. Stąd wciąż w sklepach zwracją się do ciebie, jak do kogoś bardzo ważnego. I dlatego jest w Japonii najwyższy poziom obsługi klienta.
A czy tato np. pielęgnuje w domu tradycje japońskie? Czy wymaga czegoś?
Mój tata jest dość europejski. Przede wszyskim jakby mógł cały czas wyjeżdżać, to większość czasu spędzałby w Wiedniu, bo jest wielbicielem Mozarta i muzyki poważnej. Mocno czuje klimat europejski; Paryż, Północne Włochy czy Wiedeń. Jeśli chodzi o wartości japońskie, to tato przede wszystkim kieruje się sumiennością. Ja też, choć może nie aż tak bardzo. Japończycy mają taką cechę, że jak się czymś zajmują to dają z siebie wszystko i całkowicie się temu poświęcają. Chcą być w tym absolutnie perfekcyjni i najlepsi. Oprócz tej sumienności, to determinacja, takie maksymalne skupienie i koncentracja.
Masz w sobie coś takiego? Dbasz o to?
W pewnym sensie tak. Tylko dla mnie w tym momencie liczy się to, by cieszyć się swoim czasem, byciem sobą, byciem w tym momencie. Nie chcę się wkręcać w bycie kimś najlepszym, czuć tę presję, tak jak dzieje się to w Japonii. Żeby być najlepszym, żeby dawać z siebie jeszcze więcej…
Ludzie często mnie pytają, gdzie właściwie jest mi bliżej itd. Odpowiadam, że jestem pół-Polakiem i pół-Japończykiem, a w sercu Latino. Takie ciepłe miejsca są bliskie mojemu sercu. Tak się trochę śmieję, że mój ojciec wyleciał daleko na wschód, z Japonii do Polski. A ja z kolei ten sam kawałek tylko, że dalej na wschód; Meksyk, czy Brazylia, to jest mój klimat. Lubię swobodę, pozytywne relacje, nastawienie na miłe spędzanie czasu.
Często ludzie zwracają na ciebie uwagę? Jak to się objawia?
To się zazwyczaj zaczyna do wyglądu; że chyba nie jesteś do końca Polakiem… A jak już się dowiedzą, że Japonia, to oooooo! Zazwyczaj pytają, czy znam język japoński, czy długo tam mieszkałem, czym się różni się życie tu i tam, gdzie bardziej bym chciał mieszkać, gdzie się lepiej czuję. Czym chcesz się zajmować w przyszłości?
Studiowałem socjologię i miałem takie zajawki, aby porównywać klutury. W przyszłości chciałbym się zajmować coachingiem. Ostatnio jestem skoncentrowany na rozwoju duchowym. Od mojego niedawnego spotkania z Anthonym Robinnsem [trenerem NLP] nie jem mięsa, nie piję, nie palę, nie używam. Przez 8 miesięcy miałem hardcore dietę; bez nabiału, bez słodyczy, praktycznie bez tłuszczów. Jadłem owoce, warzywa, suszone owoce, orzechy i piłem wodę. Koncentruję się na zdrowiu i rzeczywistym realizowaniu swoich celów i marzeń.
Jakie są stereotypy Japńnczyka w Polsce?
Japończyk jest pracowity, ma słabą głowę,jest niski. Japończycy nie mówią raczej w językach obcych. Japończycy na słowo Polska pyta się, czy chodzi o Portugalię, czy Holandię, czy Portland, miasto w Stanach. Im się to często miesza. Japończycy znają Chopina, Papieża, Skłodowską i Wałęsę. To są takie symbole polskości. To co oddziela świat zachodni od Japonii, to przede wszystkim relacje międzyludzkie, okazywanie emocji jest zupełnie inne. W Japonii dystans utrzymuje się dosyć długo. Nie łatwo jest mi złapać jakiś fajny kontakt z Japończykami, bo po prostu mają inne przyzwyczajenia. W Polsce wystarczy 2-3 razy pójść na imprezę i już mówi się o sobie, mój kolega, koleżanka, znajomy. Spotkamy się na ulicy, fajnie, co u ciebie słychać… W Japonii nawet jak się kilka czy kilkanaście razy spotkasz, to potem ten kontakt łatwo może się urwać. Pary nie całują się na dzień dobry, tylko sobie machają, łapią się za ręce i gdzieś razem idą. W tradycyjnej japońskiej kulturze to nie ma czegoś takiego, jak powiedzenie „kocham cię“. Tylko się mówi, że się kpgoś bardzo lubi albo tylko się to okazuje. Żona okazuje swoją miłość mężowi tym, że on wychodząc o 5 rano do pracy dostanie od niej duże śniadanie. A z jego strony zachwyt nad tym śniadaniem jest okazywaniem ciepłych uczuć. Maksymalnym wyrażeniem jego oddania będzie to, że powie jej, że jest jej wdzięczny za to, co dla niego zrobiła. Do stereotypu Japończyka dodałbym jeszcze oschłość, oziębłość emocjonalną. Ale to nie jest tak, Japończycy nie są robotami, które nic nie czują. W Europie mówi się dosłownie; lubie cię, jesteś fajny. A Japonia jest taką kulturą braku dosłowności.
Czy oprócz wyglądu czujesz się inny od otaczających cię Polaków?
Kiedy jeździłem metrem i autobusami, otaczali mnie ludzie zasępieni i nie zbyt szczęśliwi. Ja się z tym nie utożsamiam. Jeszcze jesteście dość alkoholowym narodem, a ja nie piję.Czasem mam takie poczucie, że co ja tu robię? I o co chodzi? Jakieś żarty, sytuacje, zachowania są całkowicie nie moje. No, ale spędziłem tutaj dużo czasu, wychowywałem się i często czuję, że relacje międzyludzkie, że ta bliskość emocjonalna, w którą ludzie są w stanie wchodzić, jest dla mnie bardzo dużą wartością.
A twoja religijność?
Mówię o sobie, że jestem uduchowiony, ale nie religijny. Nasza rodzina nie jest religijna. Święta obchodzimy dlatego, że jest to bardziej polskie, niż chrześcijańskie czy katolickie. W Japonii podejście do religii jest bardziej obyczajowe niż duchowe. W Japonii bardzo mocno mieszają się ze sobą 2 religie. Trudno wejść w jedną, a odrzucić drugą. To by było takie nie japońskie, żeby coś takiego zobić. Młodzi ludzie biorą ze sobą ślub w kościele, w obrządku chrześciajańskim i shintoistycznym, bo kobieta chce mieć białą suknię. I to jest dosyć modne, buduje się specjalnie kościoły tylko do ślubu i żeby robić zdjęcia ślube. A pogrzeb z kolei odbywa się w obrzędzie buddyjskim. Japonia w tym momencie ma dwie twarze. Z jednej stony jest ultra nowoczesna, pędzi bardzo szybko jak te najszybsze koleje teraz, 5oo km na godzinę. Narzuca tempo całemu światu. A z drugiej strony, Japonia refleksyjna, duchowa, medytująca, czcząca spokój wewnętrzny. To jest fascynujące jak to się ze sobą miesza w tym kotle pędzącej rzeczywistości.
Rozmawiała: Monika Filipowicz
|